• Wpisów:18
  • Średnio co: 124 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 15:21
  • Licznik odwiedzin:1 895 / 2374 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niech ktoś mi wytłumaczy, skąd w ludziach bierze się tak chora zazdrość?
Okej, zazdrość to rzecz ludzka, każdy kiedyś się z nią zetknął. Mnie również zdarza się dojrzeć u innej osoby rzecz/cechę, którą sama chciałabym posiadać i pomyśleć: "Kurczę, też bym tak chciała". Ale to wszystko. Gorycz jest mniejsza lub większa, ale przecież zawsze mija. Zazdrość powinna być motywatorem w dążeniu do osiągania celów i spełniania marzeń, aby móc oglądać szczęśliwego, spełnionego człowieka i cieszyć się razem z nim, a nie życzyć mu najgorszego i biadolić na własną niedolę lub niedostatek.
Nie wszyscy jednak podzielają moje (jak i pewnie wielu innych) poglądy. Z niezrozumiałych przyczyn nie raz i nie dwa spotykałam się z kierowaną w moją stronę zazdrością, i to ze strony bliskich osób. Zazdrością naprawdę nieuzasadnioną i zwyczajnie niesprawiedliwą, wręcz wyimaginowaną, przekoloryzowaną. O chłopaków, z którymi udało mi się zapoznać (ze strony koleżanek), o najnormalniejszych kolegów (ze strony chłopaka), o studia (tutaj nawet rodzina była zazdrosna), o wygląd... Nie umiem zrozumieć, co kierowało i kieruje ludźmi, którzy z jakiś przyczyn uważają moje decyzje i poczynania za strasznie krzywdzące dla nich samych. Podczas składania życzeń na wigilii usłyszałam kiedyś od znajomej "Czego mogę Ci życzyć, skoro masz już wszystko?". NIE, nie mam wszystkiego, nie śpię na hajsie, nie mam willi z basenem, nie jestem bananem ani córką lekarzy ani też nic nie przychodzi mi łatwo. Wszystko, co mam, osiągnęłam tylko swoimi chęciami i staraniami. Gdybym siedziała w dupą w fotelu, nie rzucała się na głęboką wodę i nie pracowała nad tym aby czuć się lepiej, nic bym nie miała. Mogłabym się załamać i psioczyć, że nie mam figury modelki, rozstałam się z chłopakiem i nie mieszkam w stolicy, ale cóż to da? Mam możliwości jakie mam i je wykorzystuje, realizuję własny plan, który w przyszłości może doprowadzić mnie i do stolicy i do wymarzonego faceta. Mam ambicje i to one pomagają mi w spełnianiu się, przynajmniej tym częściowym. Dlaczego osoby które są takie zawistne same czegoś ze sobą nie zrobią? Dlaczego nie ruszą się z miejsca i nie zadbają o siebie, o swój wygląd, o swoje wykształcenie? Jesteśmy panami własnego losu, i tylko w naszych rękach znajduje się nasza przyszłość. Powołam się tu na przykład Deynn (które chyba przedstawiać nie trzeba), która jak sama pisze nie miała w życiu łatwo, ale wzięła się za siebie i ciężko pracowała. Przeszła dużo, a teraz ma i pieniądze, i fajnego faceta, i nawet popularność. Mimo to hejterzy odczuwają słynny "ból dupy" i przyczepiają się o wszystko, a wiecie czemu? Z zazdrości. Są parszywie leniwi i jedyne, co chce im się robić, to udawać stalkerów i podbudowywać własne poczucie wartości krytykując wszystkich dookoła. To straszne.
Taka rada- zamiast narzekać, próbujmy nowych rzeczy, próbujmy zmian, nie bójmy się ryzyka, podejmujmy nowe wyzwania i doskonalmy się.

W chwilach załamania warto pamiętać to zdanie:

 

 


Pozdro szejset.

Myślę, że za niedługo zrozumiem współczujące teksty moich koleżanek dotyczące studiów. Chyba, że rzucę im mętną i niezrozumiałą łacińską paremię, żeby sprawiać pozory osoby wykształconej.
 

 
Mieliście kiedyś sytuację, w której chociaż o nic nikogo nie prosiliście, to ktoś się dla was dobrowolnie i samarytańsko poświęcił, a później żałował swojej decyzji? Nie? A ja tak. Właśnie teraz.
Studia, studia, studia... Na ten temat można by napisać prawdziwy elaborat. O wszystkim i o niczym, o rozterkach typowego studenta, o dylematach kandydata, o przemyśleniach absolwenta. Ja jako kandydatka na pierwszy rok (kierunek i wydział utajniony) zmagałam się z wieloma kłopotami na mojej drodze do stania się przyszłą studentką. I myślę, że chyba popełniłam mały błąd. Poszłam na łatwiznę. Nie będę się wgłębiać w szczegóły, po prostu bałam się wyzwań, bałam się nowej sytuacji, a może nie miałam zapewnionego dobrego startu? Powodów mogło być wiele, podjęłam jednak decyzję taką a nie inną z powodów właściwie mało zależnych ode mnie. Problem w tym, że jedna z bliskich mi osób postanowiła być chyba ze mną solidarna i nie stracić ze mną kontaktu na czas studiów. Poszła ta drogą co ja, i teraz, po wynikach, bardzo swojej decyzji żałuje, bo podjęła ją wbrew rodzinie i swoim wcześniejszym przekonaniom. OKROPIEŃSTWO, po prostu okropieństwo, dla mnie rzecz jasna. Tak naprawdę ta głupia decyzja była wielkim gestem w moją stronę, i chociaż każdy ma własny rozum a ja nie mogłam kogoś zmuszać (to chyba naturalne), to mam wyrzuty sumienia jak stąd do Kazachstanu. Chyba znacie to uczucie, czujecie się po części za coś odpowiedzialni, i jesteście w stanie zrobić wszystko, aby tylko komuś pomóc, i, nie oszukujmy się, zagłuszyć wyrzuty sumienia. Bo takowe są i to duże, człowiek bije się z myślami i nie daje mu spokoju fakt, że w małym stopniu przyczynił się do czyjegoś potknięcia, czyjej błędnej decyzji. Ja w obliczu takiej kłopotliwej dla mnie i dla drugiej osoby sytuacji myślę, że zachowałam się w porządku- spokojnie pogadałam, nawet przeprosiłam za swój niechcący wpływ na decyzję, a przede wszystkim- starałam się uświadomić, ze to pochopne zadecydowanie nie jest ostateczne, i jej marzenia dalej mogą się spełnić, i podetknęłam pod nos dowód i instrukcje, co powinna po kolei zrobić.

To nic, ze ja sama jestem załamana i ta osoba ma to gdzieś. Wykazałam się chyba bezinteresowną miłością do bliźniego, bo "otrzeźwiłam" kogoś, kto kompletnie nie chciał ze mną rozmawiać i chyba uznał mnie za głównego sprawcę. Przykre. A jednak czasami robi się rzeczy, o które wcześniej się siebie nie podejrzewało.

Jak to mówi księga Hioba, człowiek cierpi samotnie.
  • awatar Mc.Dreamy: Nie próbowałaś celowo wpłynąć na decyzję tej osoby,dodatkowo starałaś się pomóc kiedy żałowała swojej decyzji,nic więcej zrobić nie możesz. Poczucie winy pewnie nie opuści Cię od razu,ale staraj się nie nakręcać tym bardziej ;) Przepraszam za spamowanie,ale... Jeśli masz wolną chwilę i trochę chęci to zapraszam na mojego bloga. Będzie miło jak zagościsz tam na dłużej przez dodanie np. do obserwowanych. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miałam iść wcześniej spać, ale jak zwykle nie wyszło. "Miodowe lata" same się nie obejrzą!
Pogadałam sobie godzinkę z łobuzem i trafiłam na hiciory, przy których bawiłam się na najlepszych imprezach. I wiecie co? Liceum było pod tym względem zajebiste, TAKIE imprezy, tyle wspomnień, tyle piosenek, tyle przygód, niesamowite i nie do zapomnienia. Te najlepsze na świecie osiemnastki, domówki, nieszczęsne połowinki, wypady do klubu, ach, fajnie powspominać czasy, kiedy było się pięknym, młodym i wolnym
 

 
Jesteśmy na tyle dorośli, żeby się bzykać, wyjeżdżać ze znajomymi na wakacje, pić legalnie alkohol i podejmować własne decyzje z ponoszeniem ich konsekwencji, a nie potrafimy żyć na własny rachunek. Taka drobna refleksja.

Skończyła się szkoła, skończyły się matury, za miesiąc przyjdą wyniki. "To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść". Każdy idzie w swoją stronę, musi wejść w dorosłe życie, i wiecie co? Boję się tego, cholernie się boje. Sama nie wiem, czego chcę, nie wiem, czy podołam wyzwaniom jakie niesie dorosłe życie, boję się nawet myśleć o przyszłości, ale wiem jedno- bez Niego w tą dorosłość nie wejdę. Jest jak powietrze, a raczej jak słońce- daje mi życie, pełne uśmiechu, radości i motywacji do pokonywania wszelkich trudności.
 

 
stop! teraz matma, patrzcie świnie- Oleł liczy, delta jak złamana, nakurwiam zadania, nananananana.
 

 
Nie ma to jak melo w czasie postu, na którym siedzę cały czas przy stole, bo przekonania religijne nie pozwalają mi się bawić. Zawsze spoko. Chociaż muzyka była fajna.

Mam fajnego męża, który dokarmia mnie milką, i nawet kwiaty od niego są ze słodyczy.
Uwielbiam tego faceta ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
 

 
#matematyka #korki #funkcjaliniowa #kiełbasa #klon #tyle #książek #tyle #zadanek #whitemilka #matura #dlaczego #zdaję #cztery #rozszerzenia #głupia #ja #kocham #męża #najbardziej
 

 
Powinnam iść spać, bo wstaję o 5:30, ale jakoś mało mnie to obchodzi.
Zrobiłam sobie skondensowaną retrospekcję, tyyyyyyyyyyle się od minionego roku zmieniło! W niektóre rzeczy aż trudno uwierzyć, przewinęło się tylu nowych ludzi, drugie tyle z wzajemnością się ode mnie oddaliło, jednak każdą z tych osób czegoś mnie nauczyła, a na pewno pozostawiła po sobie barwne wspomnienia. Z uśmiechem na twarzy czytam stare rozmowy na facebooku i wspominam dawną(a właściwie, niedawną) siebie

Na chwilę obecną posiadam coś cennego, najcenniejszego- łobuza, który jest totalnie idealny i fantastyczny, chyba najbardziej niezwykły facet, jakiego spotkałam. Ofiarował mi tyle uczucia i ciepła, i tyle cudownych słów, że to aż niepojęte...
"Dla mnie? Jesteś wspaniała. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie"
Boję się tego... ale chyba kocham. Szczerze kocham.
 

 
Umieram.
Jestem tak bardzo nieobecna.
Tak bardzo chcę wrócić do tych cudownych ludzi.
 

 
Dokładnie tydzień temu o tej godzinie grzałam dupkę w pociągu i jechałam na najbardziej wyluzowane ferie ever. Zakopane, ja, wspaniali ludzie i zero opieki- czy może być coś piękniejszego? Tyle wspomnień, tyle przeżyć, tyle piosenek, tyle nieprzespanych nocy, tyle głupawych zdjęć... Aż żal, że już jutro (a właściwie dziś) wybieram się do szkoły. No tak, przez cały wyjazd godzina 1:41 uznawana była przeze mnie za wczesną, a spać kładłam się średnio o 6 rano.

Powrót do szarej rzeczywistości mnie dobił. Do betonu. A nawet gołej ziemii. Oddałabym wszystkie pieniądze, żeby znowu znaleźć się w górach z moją rodziną patologiczną i mężem. Coś niesamowitego.

By the way, uwielbiam tą piosenkę i teledysk. Pozytywnie!
 

 
Ludzie są przedziwni.
Zastanawialiście się kiedyś nad wartościami, którymi kierujecie się w życiu? Co powinno być ważne, a co ważniejsze? U mnie końcówka roku 2013 przyniosła przemyślenia podobnej natury, niestety, doszłam do przykrych wniosków.
Czym tak naprawdę jest przyjaźń? Według mnie jest to uczucie nieco porównywalne do miłości kobiety i mężczyzny, ponieważ wymaga poświęcenia, ustępstw i wyrozumiałości. Właśnie, poświecenie i wyrozumiałość... Ludzie są zbyt wielkimi egoistami, żeby schować dumę do kieszeni lub wykazać odrobinę empatii. Przyjaźń nie polega tylko na spędzaniu ze sobą każdej wolnej minuty (i ignorowaniu reszty otoczenia) albo na robieniu razem prawie każdej czynności. Są to przymioty dobrego koleżeństwa, a przyjaźń to jednak dużo więcej, i powinna mieć solidne fundamenty. Prawdziwy przyjaciel jest jak brat czy siostra- kocha Cię, choć nie zawsze jest przy Tobie. Zawsze wysłucha, choć niekiedy nie będzie potrafił doradzić. Wesprze w trudnych chwilach i wykaże się wielką wyrozumiałością mimo, iż nasze zachowanie nie będzie mu się podobało. Kłótnie puści w niepamięć, bo nie będzie chciał chować urazy do jednej z najbliższych osób w życiu. Wykaże się trudną sztuką wybaczania i kompromisu...
Niby oczywiste, a jednak nie dla wszystkich. Dla mnie jest to oczywiste, jednak większość moich znajomych raczej żąda, niż daje coś od siebie, a później dziwią się, dlaczego się od nich odsuwam. No tak, jestem "ciocią dobrą radą", zawsze pomogę i wysłucham, dotrzymam towarzystwa, nie jestem chamowata, więc niekiedy ludzie próbują to wykorzystać. Niestety, jestem również stanowcza, i nie pozwalam wchodzić sobie na głowę. Jak łatwo się domyślić, wywołuje to oburzenie, ale... czy powinnam uszczęśliwiać wszystkich, tylko nie siebie?
Różne wydarzenia minionego roku uświadomiły mi, że mam przy sobie dwie wspaniałe przyjaciółki, które są ze mną od lat, i które są dla mnie ogromnie ważne. Moja mama je uwielbia, a ja traktuję jak rodzinę. Jesteśmy w innych szkołach, mamy różnych znajomych i różne środowiska, a mimo to wciąż jesteśmy sobie bardzo bliskie. Sekret tylu lat znajomości tkwi chyba w wyrozumiałości- jesteśmy dla siebie na tyle ważne, że przymykamy oko na jakieś drobne niedomówienia, odwołane spotkania, "niewypalone" plany, po co to roztrząsać? Czy nie lepiej skupić się na rzeczach przyjemnych, na wspólnie spędzanych chwilach, szalonych imprezach i długich rozmowach? Jaki sens mam chowanie do siebie urazy?
Przez cały okres liceum przewinęło się sporo osób, które tez uważałam za swoich przyjaciół; byłam jednak w błędzie, ponieważ z czasem zobaczyłam, że nie zwracają uwagę na pewne wartości, które są podwalinami prawdziwej przyjaźni. Dla wielu liczy się również znajomość na pokaz, przynajmniej dla 90% społeczeństwa tak to wygląda- zdjęcia na "fejsbuku", posty, wyznania, wspomnienia (z aluzją do ilości wypitej wódki oczywiście). Co ciekawe- jeszcze niedawno nie ukrywali wzajemnej niechęci, a teraz zachowują się jak paczka najlepszych przyjaciół;] Zasada number one: przyjaźń nie jest na pokaz, co pozwala na powrót do punktu wyjścia- przyjaźń to nie tylko ilość przegadanych godzin i litry wypitej wódki.

Jest przy mnie jeszcze jedna osoba, która póki co przywraca moją wiarę w to, że facet może mieć równie rzeczowe i poważne podejście do życia, co ja. Mimo niesamowitych pokładów sarkazmu ma naprawdę dobre serce i sprawia, że dawno nie czułam się tak potrzebna, atrakcyjna i uwielbiana. Bardzo bym chciała, żeby ta osoba była przy mnie jeszcze dłuuuuuugo długo, bo jest takim dobrym duszkiem, dla którego aż chcę się zmienić na lepsze.

Miejcie zawsze własne zdanie, i kierujcie się tymi z pozoru banalnymi, ale najważniejszymi wartościami.
 

 
Wpis sprzed 232 dni: "...)Po środku tego jestem ja, która coraz częściej myśli o pewnym meganiedostępnym panu. "
17 dni później: "Patrząc na niego mam wrażenie, że coś we mnie krzyczy i próbuje wydostać się na zewnątrz. Nie pozwalam rzecz jasna. Jest zbyt idealny..."
***
Przedziwne, że ten zbyt idealny i meganiedostępny pan jest teraz moim Christianem Grey'em. A przynajmniej z nim kojarzą mi się jego idealne rysy twarzy, piękny uśmiech, nienaganna fryzura, czekoladowe oczy, cudny zapach, stylowe ubrania i zarost. Tak w skrócie.

Mój. Mój.
Jakoś nie mogę przywyknąć do tej myśli.

PS. Dla niedowiarków- można spotkać swój ideał w realnym życiu
 

 

Jakoś tak Beatlesi skojarzyli mi się z najlepszym (domowej roboty) dżemem truskawkowym jaki kiedykolwiek jadłam! Jako rasowy pożeracz wszystkiego, co mam w zasięgu ręki z zadowoleniem stwierdzam, że będę miała co pochłaniać przez najbliższe dni (a za truskawkami zazwyczaj nie przepadam).

Brak osoby do konwersacji (jeden nad morzem, drugi u babci, trzeci się obraził etc.) spowodował u mnie spisanie swoich przemyśleń na pingerze, do czego zbierałam się od jakiegoś czasu. UNFORTUNETLY, ciągle byłam zajęta, a jak wieczorami dorywałam laptopa, to kończyło się rozmowami na fejsie i skajpie do późnej nocy. Takie rzycie (i taki rap).
Leżałam sobie wczoraj wieczorem z moim najlepszym przyjacielem Acerem przeglądając zdjęcia na facebooku ze strony "Zakochani są wspaniali" (strona? fanpage? co to właściwie jest?), i zadałam sobie pytanie: *Lepiej jest być singlem czy żyć w związku?*. Prawdę powiedziawszy, do tej pory sobie na nie nie odpowiedziałam. Singlem jestem od hm, ponad 8 miesięcy, i totalnie odzwyczaiłam się od bycia z drugą osobą. Co lepsze, takie życie całkiem mi się podoba, nie mam żadnych zobowiązań, z nikim się nie kłócę, a i na brak zainteresowania nie narzekam. Mogę spotykać się z kim chcę i kiedy chcę...
(Piszę to i zaczynam powątpiewać w prawdziwość teorii której głoszę)
Bo prawda jest taka, że bycie singlem jest dobre DO CZASU. Fajnie jest poskakać z kwiatka na kwiatek, poznawać nowych ludzi, imprezować i żyć pełnią życia bez żadnego zobowiązania wobec drugiej osoby, ale nie spędzimy w ten sposób całego życia, prawda? Jestem zdania, że każdy powinien się "wyszumieć", wiem to nie tylko ze swojego doświadczenia (tak, przez kilka miesięcy "szumiałam", oj szumiałam, ale czułam, że jest mi to potrzebne), ale też z obserwacji innych osób.
Bycie w związku może być w sumie fajne. No wiecie, wsparcie, zaufanie, wspólnie spędzane chwile, radość i te wszystkie inne pierdoły. Sęk w tym, ze żeby z kimś być, trzeba coś do kogoś czuć i chcieć się ustatkować.
Ja jestem blisko, tak szczerze mówiąc.
Ale na razie cicho.
Nie będę zapeszała, ale jak będzie czym to się pochwalę.

I jeszcze taka mała dygresja na koniec. Wakacje są ciepłe, miłe i na pełnym chilloucie, ale siedzenie w domu mnie męczy. No tak, ślub, same melanże i osiemnastki nie wynagrodzą mi tego...






I jeszcze na koniec piosenka, która działa na mnie jak "Feel this moment" Pitbulla pół roku temu- podczas słuchania zwiększa mi się poziom endorfin. Na co dzień jestem raczej maniaczką ballad, rocka i starych zespołów takich jak moi ukochani Beatlesi, ale muzyka klubowa też mnie czasami porywa.
Pozytywnie!
 

 
Patrząc na niego mam wrażenie, że coś we mnie krzyczy i próbuje wydostać się na zewnątrz. Nie pozwalam rzecz jasna. Jest zbyt idealny...
 

 
"Dla kobiety nowe perfumy mogą oznaczać nowy, atrakcyjny zakup lub nową miłość; zakochaniem można się odurzyć niczym perfumami. Wąchać - czeka cię namiętny związek; sen, że wdychasz zapach perfum - szczęśliwe wydarzenia; jeżeli perfumujesz siebie i swoje ubranie - będziesz z upodobaniem słuchał pochlebstw pod swoim adresem"

Pozdrawiam, polecam!
 

 
-jako najmilszy komplement ever :3
 

 
Jestem w środku jakiejś beznadziejnej relacji. I byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ktoś udzielił mi światłej rady.

Uczuć osoby, która jest we mnie zakochana na zabój, chyba niestety do końca nie odwzajemniam. Moja przyjaciółka, zakochana w dobrym koledze mojego wielbiciela, nie zdaje sobie sprawy, że jej wybranek chyba zakochał się we mnie. Po środku tego jestem ja, która coraz częściej myśli o pewnym meganiedostępnym panu.

Jak życ?